Jednym z najprzyjemniejszych dla mnie momentów dnia jest chwila, kiedy skądś wracam i staję w drzwiach mieszkania, a z kuchni, albo z pokoju wychyla się Aldonka z Alą na rękach, i ja mówię "cześć dziewczyny!", a Ala wtedy posyła mi taki uśmiech, że po prostu wymiękam. Ala cieszy się całą sobą. Uśmiech ma taki szeroki, że aż trudno uwierzyć, że mieści się na takiej małej twarzyczce. Śmieją jej się też oczy. Śmieją się nogi, bo machają gwałtownie jakby tupiąc w powietrzu. I śmieją się ręce klepiąc Aldonkę na oślep po ramionach i buzi, na co po prostu nie sposób się gniewać. Czasem Ala wydaje też okrzyk radości i wtedy to już jest komplet doznań :D
Ech, ale jutro znowu do pracy... I to oboje - Aldi też już wraca. Na wspólne zabawy z Alą będzie trochę mniej czasu :/ Bez sensu jakoś to wszystko pomyślane, no ale do pracy trzeba wracać, bo kryzys jest przecież. I w ogóle trochę strach z tym kryzysem. Nie dość, że od dawna słyszałem o dużych zwolnieniach w branży, nie dość, że Jędrzej dawał mi ostatnio znać, że niektórych znajomych z naszej grupy na studiach też te zwolnienia nie ominęły, to jeszcze skończyłem czytać otrzymane na ostatnie urodziny wspomnienia Róży Fiszman-Sznajdman, w których co i rusz biły mnie po oczach pewne paralele z obecną sytuacją gospodarczą Europy. Strajkują młodzi bezrobotni na Południu, nazywając siebie Oburzonymi, a pani Róża opisywała podobne strajki lewicującej bezrobotnej młodzieży, tutaj na miejscu, w latach trzydziestych. Wtedy, przed laty, też podobno (wg pani Róży) były nadzieje, że napięta sytuacja w całej Europie znajdzie jakieś rozwiązanie, a skończyło się wielką wojną, a dla ludności żydowskiej po prostu zagładą. Ciekawe kto będzie chłopcem do bicia w dzisiejszych czasach?
I jeszcze a propos mrozu... Podobno informacja o niskich temperaturach w Polsce i na Ukrainie była któregoś z ostatnich dni newsem w amerykańskiej telewizji. Dostaliśmy nawet maila od dobrych znajomych ze Stanów z pytaniem jak dajemy sobie radę w takich nieludzkich warunkach. A parę minut temu skończyliśmy skype-konferencję z nimi - uspokoiliśmy, że jeszcze żyjemy i nie zamierzamy zamarzać. Bo przecież takie zimy to u nas normalka ;)
czyli pełen przygód żywot człowieka poczciwego, albo historia bardzo długiej przeprowadzki
niedziela, 5 lutego 2012
sobota, 4 lutego 2012
zdjęcie, którego nie zrobiłem
Ala jest super! :) Gaworzy na całego i obserwuje wszystko dookoła. Odwraca głowę na najmniejszy szelest, na najcichszy nawet dźwięk i patrzy co go wywołało. Uwielbia przypatrywać się każdej czynności, którą się przy niej wykonuje. Siedzi z nami w kuchni na swoim bujaczku i ładując sobie do buzi zabawkę za zabawką rzuca kątem oka, czy ciągle przy niej jesteśmy, bo przecież musi mieć widownię, nie będzie się tak bawić sama dla siebie ;) Siedząc tak z Alą i widząc jaka jest szczęśliwa mając nas koło siebie NAPRAWDĘ nie trzeba słodzić herbaty :D
Ale jeść coś trzeba. Dlatego dziś rano oprócz pieczywa w znajomej budce na targu, kupowałem także wędlinę w jednym z kilku sklepów mięsnych na ciągnącej się od dworca PKP ulicy 1 Maja. Po zrobieniu zakupów i wyjściu na zewnątrz sklepu zrobiłem szybko to niebyt udane zdjęcie witryny.
Obserwował to uśmiechnięty mimo panującego mrozu pan o śniadej cerze, który trzymał w obu rękach wieszaki z kolorowymi bluzami informując przechodniów, że ma do sprzedania „bluźy meskie… tanio… bluźy meskie…” Podczas gdy chowałem już aparat do kieszeni uśmiechnął się szeroko do mnie i zawołał:
- A mi teś źrobiś źdjecie? Źróp! Bedzieś mieć muzina na pamiotke!
Do teraz pluję sobie w brodę, że mnie speszył i zdjęcia nie zrobiłem…
piątek, 3 lutego 2012
w zimowe wieczory - radio
Mróz nadal siarczysty. Na wykład szkoleniowy dla montażystów rusztowań, który prowadziłem dziś rano na Głuskiej udało mi się jednak jakoś dojechać, a potem nawet wrócić, zjeść zupę cebulową w domu i pojechać jeszcze trochę popracować do biura. Auto - odpukać w niemalowane drewno - jakoś daje radę.
Ala też daje radę :) Dziś miała znakomity humor, co doskonale widać, bo od dawna już potrafi śmiać się na głos, zaczepia nas i chyba wie, że oszaleliśmy na jej punkcie do końca. Wędrowała dziś z rąk do rąk od mamy do babci, od babci do dziadka, od dziadka znowu do mamy, no i oczywiście do taty, czyli do mnie. Może to mało wychowawcze, ale nie można się powstrzymać od wzięcia jej na ręce, kiedy tak się szeroko uśmiecha i wyciąga rączki :) Mała spryciula! ;)
Teraz Ala już smacznie śpi. A my, ponieważ nie mamy jeszcze telewizora, usiedliśmy na podłodze w naszym póki co jeszcze pustym salonie słuchając radia. Dzisiaj nastawiliśmy odbiornik na Radio Złote Przeboje, bo był wywiad z Marcinem Wrońskim. W tym miesiącu wychodzi czwarty tom cyklu o komisarzu Maciejewskim – „Skrzydlata trumna”. Oczywiście książkę kupię jak tylko się pojawi w księgarniach, a zrobię to z przynajmniej kilku powodów…
Po pierwsze – nie mogę się jej doczekać odkąd skończyłem czytać tom trzeci Zygi. Po drugie – fabuła będzie dotyczyć przedwojennej fabryki samolotów, w której powstał m.in. samolot RWD-14 Czapla (znany też jako LWS Czapla), a to plastikowy model właśnie tego samolotu był pierwszym jaki skleiłem dawno temu, chodząc jeszcze do podstawówki. No i po trzecie – Zakłady Mechaniczne E. Plage i T. Laśkiewicz, pierwsza polska wytwórnia lotnicza, znacjonalizowana w połowie lat trzydziestych ubiegłego wieku i od tego czasu znana jako LWS, mieściła się na Bronowicach i to dosłownie kilka przecznic od naszego obecnego mieszkania (przenieśliśmy się w połowie zeszłego miesiąca). Zakłady mieściły się bowiem przy ulicy – nomen omen – Wrońskiej, na którą zaprowadziła nas kiedyś Iwona.
Audycja skończyła się paręnaście minut temu... A apetyt na książkę rośnie! :D
Subskrybuj:
Posty (Atom)